Ostróda Winter Convention

The Winter Circus Convention in Ostróda / Zimowisko Kuglarskie w Ostródzie

*** Wersja w języku polskim poniżej ***

This year many circus and fire enthusiasts from all over Poland plus a handful of foreigners from Spain, Norway and the UK travelled through ice and snow to meet in a small school in Ostróda which is a small town in Mazury, a.k.a. the Polish lake district.

It was the first winter edition of the already successful and popular Ostróda circus convention. From Thursday evening the classrooms became sleeping zones and the sports hall became a 24 hour hive of activity. People in all sorts of interesting costumes and onesies were tossing and spinning a wide variety of traditional and custom built props. A nearby room was kitted out with a VR computer, bean bags and benches for people to chill and experience brand new VR technology.

I personally arrived on the Friday evening and was met by a group of very positive and smiley volunteers who were manning a 24 hour reception desk and providing a much loved pizza ordering and collection service.

In the big hall there were so many staffs, hoops and poi twirling through the air and around people’s bodies. I was immediately welcomed by a group of happy jugglers with a secret stash of ‘lemonade’. Being late in the evening, a number of people braved the freezing temperatures, filling the car park with a paraffin fragrance and loads of beautiful balls of fire making pretty curves across the night sky whilst unintentionally defrosting the car park removing the natural slip hazard.

The energetic jugglers started to make their way to their beds at around 4ish in the morning, however, on getting up for a quick visit to the loo, I noticed that there was still a number of people training in the hall; including a group of people who were performing synchronized water bottle challenge flips in the centre of the room.

The next morning, the hall soon filled up with keen enthusiasts – I really don’t know where they all got their energy from after such a short sleep! Kind participants put on workshops in their favourite disciplines including juggling, spinning hoops, poi and yoga. I joined the poi workshop and found myself being taught by a master. Alongside me was a gentleman who had travelled all the way to Ostróda from Norway specifically to attend the convention!

This was soon followed by the ‘olympics’. A series of highly imaginative and interesting adaptations of party games and traditional juggling festival games. My personal highlights here were attaching as many props as possible to a ‘victim’ and doing a ‘juggling conga limbo’ where each team made a ‘train’, and while connected had to all get under an increasingly lower bar without letting go. To increase the challenge, the first participant was also required to juggle, without dropping, for the entire limbo exercise.

The day’s climax was most definitely the show! I have been to so many jugging conventions all over Europe and was astounded by the unique take on an open stage. It opened by a superb display of strength and elegance as a couple from the Aerial Dance School in Warsaw performed a perfect routine of aerial acrobatics whilst hanging from silks dangling from the roof girders which was followed by a beautiful and humorous hoop routine to the music of ‘What does a fox say’.

There were a few other acts – then came ‘the masterpiece’. Each participant on arrival was assigned to a coloured group. Each coloured group had met their designated festival organiser who provided a ‘theme’ which they would all use their skills to produce a short performance. I was very sceptical about what could be achieved in such a short time, but was amazed by the four unique performances. One turned the whole stage into a juggling mess of packing tape and repetitive juggling moves, the next couple of groups performed interesting Harry Potter themed skits culminating in a game of unicycle and balloon-broomstick quidditch. The final group performed a shared masterpiece with each performer stepping forward to show off their best, and some exceedingly technical, tricks. Each performance was so professional and coordinated as if there had been weeks of practise. A truly amazing idea brought to life in such a spectacular manner!

I expected there would be a finale, but having seen so many fantastic performances was wondering how they could do better. I was blown away! The star came onto the stage and performed a slick and highly perfected show of impossible juggling tricks with 5 footballs and two skipping ropes. It really had to be seen to be believed!

Saturday night was a little quieter, although the fire party continued outside. Unfortunately, I had to get a train early on the Sunday but can’t wait to get back to Ostróda for their summer edition.

A huge well done to an incredibly hardworking team! Thank you Festiwal Ognia

Photos by Tomek Tatarynowicz

 


Zimowisko kuglarskie w Ostródzie

Całe środowisko kuglarskie (nie tylko polskie, ale również hiszpańskie, norweskie czy brytyjskie) zjechało się w tym roku do małej szkoły w Ostródzie, na Mazurach.
Wydarzenia kuglarskie w Ostródzie są znane i uczęszczane, jednak była to pierwsza zimowa edycja tego wydarzenia. Już od czwartku wieczora klasy w szkole zamieniły się w sypialnie, a sala gimnastyczna stała się tętniącym życiem centrum wszelkich aktywności. Ludzie poprzebierani w kostiumy lub jednoczęściowe kombinezony, tzw. onesie, byli w 100% skupieni na kręceniu, rzucaniu (i łapaniu!) wszelkich możliwych rekwizytów. W każdym pokoju były komputery wyposażone w technologię wirtualnej rzeczywistości (VR), poduchy wypełnione kulkami i ławki, na których można było albo wypocząć, albo poeksperymentować z nową technologią VR.

Sam dotarłem do Ostródy w piątek wieczorem. Na wejściu powitała mnie grupka uśmiechniętych wolontariuszy, którzy nie tylko pomogli mi zamówić pizzę (po 3godzinnej podróży w pociągu byłem bardzo głodny), ale wytłumaczyli co, jak i gdzie.

W dużej sali wszędzie można było dostrzec kije, hula-hoop, i poi. Grupa wesołych żonglerów od razu mnie przygarnęła częstując schowaną, sekretną „lemoniadą”. Mimo tego, że było już ciemno i mroźno, znalazło się kilku śmiałków, którzy zdecydowali się pójść na parking, żeby poćwiczyć z ogniem. Nad parkingiem unosił się zapach parafiny, a w prawiony w ruch ogień nakreślał piękne kształty na tle nocnego nieba. Efekt uboczny? Na parkingu nie było ani grama lodu!

Energia z kuglarzy zaczęła uchodzić  dopiero koło godziny 4 rano, chociaż kiedy obudziłem się w środku nocy (a raczej nad ranem), niektórzy cały czas ćwiczyli – sami lub w grupkach – próbując synchronicznie rzucać butelki z wodą.

Następnego ranka sala znowu zapełniła się . Swoją drogą nie wiem skąd wszyscy czerpali energię po zaledwie kilku godzinach snu! Uczestnicy przygotowali warsztaty w swoich dyscyplinach, takich jak: żonglowanie, hula-hoop, poi czy joga. Zdecydowałem się dołączyć do warsztatów z poi i okazało się, że uczy mnie sam mistrz! Obok mnie stał chłopak, który przyjechał na festiwal aż z Norwegii! Po warsztatach odbyła się miniolimpiada. Składała się ona z różnych, bardzo twórczych wariacji zabaw zarówno imprezowych, jak i żonglerskich. Najlepszą, według mnie, grą była ta, w której wybieraliśmy „ofiarę” i przyczepialiśmy do niej jak najwięcej sprzętu. Potem drużyny tworzyły pociąg i miały przejść pod, coraz niżej ustawianą, barierką. Robiąc to, drużyny nie mogły rozłączyć pociągu! Żeby jeszcze utrudnić zadanie, pierwsza osoba musiała żonglować i nie mogła upuścić piłki przez całą zabawę – czyste szaleństwo!

Jednak najlepszym wydarzeniem dnia był wieczorny pokaz! Byłem na wielu europejskich festiwalach tego typu, jednak byłem zdumiony niespotykaną organizacją otwartej sceny. Pokaz rozpoczęła para z Aerial Dance School z Warszawy – bardzo dobre i piękne przedstawienie.

Para wykonała ćwiczenie akrobatyczne w powietrzu, wisząc z na chuście przywieszonej do sufitu. Po podniebnych występach przyszedł czas na piękne i zarazem śmieszne ćwiczenie z hula-hoop wykonane do piosenki „What does a fox say”. Potem było jeszcze kilka wystąpień, a na koniec został nam zaprezentowany istny majstersztyk. Kilka słów wstępu. Każdy uczestnik po przyjeździe został przyporządkowany do grupy oznaczonej kolorem. Każdy kolor musiał się spotkać z organizatorem festiwalu, które zaproponował temat przedstawienia. Członkowie grupy musieli wykorzystać wszystkie swoje umiejętności, aby stworzyć krótki występ. Na początku nie spodobał mi się ten pomysł, ponieważ mieliśmy bardzo mało czasu, aby coś przygotować, jednak rezultat był oszałamiający. Pierwsza grupa biegała po scenie z taśmą do pakowania i żonglowała udając roboty (?!), następna grupa przedstawiła ciekawy skecz, na końcu którego wywiązała się gra quidditch na monocyklach i zrobionych z balonów miotłach. Ostatnia część programu była rewelacyjna – każdy z uczestników prezentował to, co potrafił najlepiej, a wszystkie te miniwystępny były niesamowicie techniczne i pokazywały wiele trików. Każde z tych wystąpień było bardzo profesjonalne i skoordynowane tak, że z łatwością można by pomyśleć, że ćwiczono je przez kilka tygodni. Niesamowity pomysł sprawił, że wszyscy mogliśmy cieszyć oczy świetnym spektaklem!
Oczekiwałem na jakiegoś rodzaju wielki finał, jednak trudno było mi wyobrazić sobie coś, co mogłoby przebić dotychczasowe występy. Jakże się myliłem! Gwiazda wieczoru wyszła na scenę i zaprezentowała triki z 5 piłkami do piłki nożnej i dwoma skakankami. Trzeba było tam być, żeby uwierzyć w to, co się tam działo!
Sobota była trochę spokojniejsza, chociaż ćwiczenia z ogniem na parkingu wciąż trwały. Niestety musiałem wyjechać z Ostródy w niedzielę wczesnym rankiem, jednak już nie mogę się doczekać letniego wydania festiwalu!


Zespołowi organizacyjnemu należą się wielkie brawa – dobra robota! Dziękuję festiwalowi ognia!

Tagged with:
%d bloggers like this: